Żółć i marcepan.

Wieczorny nieregularnik.

Wybory, wybory…

Wybory, wybory… Andrzej Lepper po raz kolejny wraca do swojej cokolwiek już nudnej śpiewki: albo realizujemy program, albo wybory. Kaczyński również nie pozostaje mu dłużny mówiąc, że dłużej już tego nie zniesie i być może bez wyborów się nie obejdzie. Który to już miesiąc kręcimy się w tym chocholim tańcu?

O tym, że polityka jest  grą, przynajmniej w warstwie słów i obrazów, które dane nam są widzieć, wiemy dobrze. Przywykliśmy obserwować serwowane nam przedstawienia z dystansem. Niestety nie wszyscy. Kaczyński dobrze to odczytał i jako pierwszy pośród liczących się polityków ostatnich lat postanowił trochę odmienić istniejący stan rzeczy. Stojąc na scenie pośród innych pierwszoplanowych postaci wprowadził jednocześnie swoich aktorów między publikę. Kiedy nieświadomi tego manewru widzowie przyglądali się odgrywanym przed nimi rolom, nagle, na znak dany przez reżysera Kaczyńskiego, na widowni podniósł się tumult. Kilku rzekomych widzów wstało i podnosząc ręce w oskarżycielskim geście podniosło krzyk: układ, lumpenliberałowie, łżeelity, potomkowie dziadków z Wehrmachtu. Część widzów, tych którzy zorientowali się w czym rzecz, patrzyła na całe zamieszanie z widocznym zaskoczeniem. Inni zaś, ci którzy dali się zwieść, przyłączyli się do oskarżających.

Nieszczęśliwie, czego mam nadzieję Kaczyński nie przewidział – bo to jedyna rzecz, która go tłumaczy, owe oskarżenia przeniosły się po pewnym czasie z grających na scenie, także na tę część widowni, która stała w milczeniu. Wznoszący burzliwe okrzyki dawali upust swojemu niezadowoleniu z ostatnich lat. Upewnieni w swoich przekonaniach o czających się wokół zdrajcach znaleźli swojego przywódcę, a ten nie zamierzał bynajmniej wyprowadzać ich z błędu.Jak podczas każdej rewolucji, tak i tym razem podział objął prawie wszystkich. W takich czasach można być tylko rewolucjonistą albo wrogiem rewolucji. Dla obojętnych nie ma miejsca.

Pytanie tylko: co dalej?

Zapał rewolucyjny w publice nie gaśnie, zaś wydaje się, że sami rewolucjoniści mają już dość wojowania. Przyjmują w swoje szeregi ludzi innego obozu, którzy bynajmniej się swoich nie zaparli. Owszem, od czasu do czasu spadnie jeszcze jakaś wąsata głowa, ale poza tym częściej można spotkać rewolucjonistów z gaśnicami, aniżeli podkładających ogień. Zdarza się im jeszcze wrzasnąć ku chwale rewolty i odbyć na rynku posiedzenie trybunału doraźnego, ale to tylko gwoli podtrzymania  wizerunku. Aby nikt nie domyślił się, że rewolucjoniści zabrnęli ślepy zaułek.

Dla żądnych głów tysięcy, których apetyty tak rozpalali,  przestaną za chwilę być autorytetami. Zostaną uznani za zdrajców, albo za pokonanych przez ów układ przeciwko któremu rzekomo powstali. I choć rewolucjoniści pewnie znajdą dla siebie jakąś cichą przystań, to jednak echa rewolty, wszechobecny  podział na dobrych i złych, długo jeszcze będzie gościć w ludzkich sercach. Szczególnie ci, którzy z poczucia krzywdy poparli bunt, teraz, po dwakroć zdradzeni, długo jeszcze nosić będą w sobie tę zadrę. Przekonani o swojej słuszności. Bo w końcu mówił im o tym komisarz, mówił naczelnik…

Wrzesień 19, 2006 Posted by | dowolne, polityka | 1 komentarz

Benedetto…

-

- Jest mi bardzo przykro z powodu tego, jak przyjęto fragmenty mojego przemówienia z Ratyzbony – powiedział wczoraj Benedykt XVI podczas modlitwy Anioł Pański w Castel Gandolfo. Po zapoznaniu się  z treścią całej wypowiedzi Benedykta mam słodko-gorzkie wrażenia. Z jednej strony formalnie trudno jest coś zarzucić BXVI, z drugiej zaś trudno podejrzewać, że nie zdawał sobie sprawy z tego jak jego wypowiedź może zostać zinterpretowana. Niezależnie od słów papieża przez świat muzułmański przechodzi właśnie kolejna fala protestów. Prawdę powiedziawszy obawiałem się większej awantury, choć niczego jeszcze wykluczyć nie można – wszak po pamiętnych publikacjach karykatur gniew muzułmanów narastał przez kilka tygodni. Miejmy jednak nadzieję, że tym razem będzie inaczej i protesty ustaną, bo w przeciwnym wypadku sytuacja może stać się o wiele groźniejsza. O ile reakcję muzułmanów możemy sobie wyobrazić i raczej nie jest ona w stanie nas zaskoczyć – o tyle trudniej chyba przewidzieć reakcję chrześcijan. W sprawie karykatur świat zachodni stawał w obronie wolności wypowiedzi. Jesteśmy przywiązani do tego prawa i trudno byłoby nam z niego rezygnować, jednak gdyby przyszło oddać w jego obronie życie, to pewnie wielu z nas niechętnie ruszyłoby do boju. Co innego z wiarą. Dla ludzi wierzących jest to wartość przewyższająca wszystko co doczesne. Choć trudno doszukiwać się w Europie liczącego się ruchu radykalnych chrześcijan to jednak nie sposób wątpić w to, że taki może powstać w odpowiedzi na ataki skierowane przeciwko głowie kościoła katolickiego. Nie można również wykluczyć i tego, że takie ataki zradykalizują również tych, którzy do tej pory zajmowali bardziej ugodowe stanowisko. Odnoszę wrażenie, że chrześcijanie i tak od dłuższego czasu czują się zepchnięci do defensywy, a na pewno są pośród nich ludzie, którzy nie potrafią łatwo pogodzić się z taką sytuacją. Rażąca dysproporcja we wzajemnym traktowaniu się przez chrześcijan i muzułmanów jest w dłuższym okresie nie do utrzymania.  Dzisiejszy świat to system naczyń połączonych. Jeżeli w jednym miejscu wzbiera ciśnienie, to, prędzej czy później, znajdzie ono ujście w innym. Wydaje się, że powinniśmy już teraz przygotować się do tego procesu.Byłoby szaleństwem potępiać islam jako taki. Koran, mimo że epatuje się nas kontrowersyjnymi cytatami, można jednak interpretować różnie. Wyznawanie wiary Proroka nie stoi na przeszkodzie polskim muzułmanom w normalnym funkcjonowaniu w kolejnych RP. Każdemu terroryście powołującemu się na słowa Księgi aby podrzynać gardła niewinnym ludziom, możemy przeciwstawić człowieka prawego i uczciwego, który z tej samej Księgi czerpie mądrość kierującą  jego czynami. Tak więc nie w islamie i Koranie problem, a w ludziach, którzy manipulują religią w imię swoich własnych celów. Niestety nie znajdujemy dobrych sposobów, aby im to uniemożliwić. Dlatego w obronie naszej cywilizacji (w całej jej złożoności, z chrześcijanami, muzułmanami, niewierzącymi – a więc wszystkimi tymi, którzy od lat żyją tu w pokoju) powinniśmy być przygotowani do odparcia ofensywy islamistycznych wojowników, którzy interpretują Koran w sposób nakazującym im podrzynanie nam gardeł. Nie powinniśmy uniemożliwiać im bohaterskiej śmierci. Jeżeli chcą jak najszybciej dostać się do raju – powinniśmy być gotowi ułatwić im tę drogę

Wrzesień 18, 2006 Posted by | dowolne | Dodaj komentarz

No to zaczynamy.

Wrzesień 15, 2006 Posted by | dowolne, spięcia w neuronach | 1 komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.