Żółć i marcepan.

Wieczorny nieregularnik.

Blog Kazimierza Marcinkiewicza

Nie jestem fanem tej lektury, jednak tym razem z ciekawością oczekiwałem jego komentarza w sprawie Begergate. Zastanawiałem się czy Marcinkiewicz ze swoją dość mocną obecnie pozycją odważy się zająć krytyczne stanowisko, co wydawało się i możliwe (bo nie sądzę, żeby Kaczyński odważył się go teraz atakować) i pożądane, zważywszy, że od miesięcy buduje swój wizerunek jako miłego, uczciwego faceta, zawsze z buzią w ciup i wyciągniętą pomocną dłonią. I co znalazłem : 

„Wszyscy chcą, żebym komentował ostatnie wydarzenia, czyli sprawę szeroko omawianych rokowań politycznych, mających na celu pozyskanie pani poseł Beger i innych posłów. Nawet w Brukseli, gdzie jestem, polscy dziennikarze ciągle o to pytają. Moja odpowiedź na te pytania jest bardzo krótka: cieszę się, że nie ma mnie dzisiaj w Sejmie” (całość tutaj)

Cóż. Mam tylko jeden komentarz. Dokładnie taki sam, jaki umieściłem na jego blogu:

Uniki, uniki…. Prędzej czy później nadchodzi taki czas, kiedy trzeba oddzielić mężczyzn od chłopców. I wtedy wychodzi na jaw, kto ma …., a kto powinien sobie odpuścić.
Jestem złego zdania o Panu, Panie Premierze. Jestem generalnie złego zdania o przeważającej większości członków PiS-u. I to bynajmniej nie chodzi już o same
przekonania, ani o sposób uprawiania polityki – choć ten też mi się nie podoba.. Ale najważniejsze jest to, że ja po prostu nie czuję facetów, którzy oddają się wiernie we władanie jakiemuś wodzowi. Powtarzają tylko to co obwieścił im najjaśniejszy i dają sobą sterować niczym marionetki. No nie czuję tego i już…
Zastanawiam się po co powierzać takim jakąkolwiek władzę, skoro są tacy bezwolni? Bez wodza będą błądzić jak dzieci we mgle, dopóki ktoś znowu nie weźmie ich pod but. A nigdy nie wiadomo kim będzie ten następny…

Pierwotnie zakończyłem wpis w tym miejscu. Jednak po namyśle postanowiłem,  że musze dodać jeszcze kilka słów. Otóż moim zdaniem Kazimierz Marcinkiewicz  to nie jest materiał na przywódcę. Być może na dobrego urzędnika. Człowiek, który na to co się dzieje zareagował wpisem takim jak ten który przytaczam, nie daje żadnej gwarancji, że odważy się odezwać, gdy będą działy się kolejne niegodziwości. Wystarczy, że jego wódz powie „milcz”, a powstanie cisza jak makiem zasiał.

Wrzesień 29, 2006 Posted by | polityka | 4 komentarzy

Uzbekistan?!

Przyznam szczerze, że był to dla mnie straszliwy zawód. A już myślałem, że dzień zacznie się pięknie… Wstałem jak co dzień o 6,30 i przypuściłem frontalny atak na ekspres do kawy. Po kilku minutach z filiżanką i papierosem wyszedłem na balkon. Z radia dobiegał głos Wojciecha Manna prowadzącego poranne „Zapraszamy do Trójki”. Kilka minut później przerwa na reklamy i pierwsze poranne wiadomości.  Nie do końca jeszcze przebudzony słyszę słowa spikerki: premier Kaczyński obwinił za ”aferę taśmową” UZBEKISTAN!

Prawie podskoczyłem z radości.Wreszcie! Stało się! Stukot zaworów jaki dał się słyszeć podczas ostatnich wystąpień Kaczyńskiego nie był wymysłem mojej zmęczonej głowy. To musiała być prawda. Przegrzany silnik nie wyrabiał, temperatura rosła, aż osiągnęła wartość krytyczną i cały napęd IV RP rozleciał się z hukiem w kłębach pary-noi. Z zadowoleniem wyobrażałem sobie dymiący wrak, który nie będzie się już nadawał do żadnego remontu. Który z ulgą wyrzuci się na złom i zastąpi nowym, lepszym i sprawniejszym mechanizmem, bo drugiego takiego rupiecia nie uda się już znaleźć w żadnej zapuszczonej szopie. 

Jeżeli czytasz te słowa, to pewnie wiesz już co musiałem czuć, kiedy po kolejnych łykach kawy dotarło do mnie, że się pomyliłem. Że to nie o Uzbekistan chodziło, a o zwyczajny, wyglądający za każdego węgła i swojski, ubekistan. Krótko mówiąc – nici z nadziei. Dalej trzeba się kolebać tym gruchotem. Dalej trzeba będzie zatykać uszy i przecierać łzawiące oczy. Ruina, ledwie bo ledwie, ale jeszcze dyszy, jeszcze miele i pełznie przed siebie zatruwając powietrze tumanami śmierdzącego dymu.  

Ech; a może wyskoczyć z tego na chwilę i pójść obok? Stara landara i tak nie ucieknie zbyt daleko…

Wrzesień 29, 2006 Posted by | polityka, spięcia w neuronach | Dodaj komentarz

W cieniu Begergate, czyli co słychać u ministra Lipca?

Informacje ostatnich dni sprawiły, że pewnie już wszyscy zapomnieli kim jest pan minister Lipiec. Sprawa przycichła, pan minister oddał pieniądze. I co? I to ma być wszystko? Nie wiem jak inni ale ja wciąż oczekuję jakiegoś dalszego ciągu. Kilka słów komentarza p. Lipca i zwrot owych trzech tysięcy niewiele, moim zdaniem, zmienił w tej sprawie.Gdyby pracownik jakiegoś banku wyprawił urodzinowe przyjęcie za pieniądze pochodzące z lokat klientów nazwalibyśmy go zwyczajnym złodziejaszkiem. Tymczasem wciąż nie potrafimy znaleźć równie jednoznacznego określenia dla ludzi sprzeniewierzających nasze publiczne środki.

Państwowa kasa to nie jest jakiś byt oderwany od rzeczywistości. To dobra pochodzące z naszych wkładów dokonywanych w formie podatków i innych świadczeń. To nasz wspólny majątek i mamy prawo rozliczać tych, którzy z niego korzystają.Tak więc dla mnie wyjaśnienia pana ministra nie są wystarczające.  Powiem wprost:pokąd p. minister Lipiec nie rozliczy publicznie „delegacji” tak jak robi się to w każdej porządnej i liczącej się z groszem firmie, czyli dopóki nie powie nam: z kim się spotykał, w jakim celu i najważniejsze: dopóki nie wyjaśni jakie korzyści odnieśliśmy z tego my – czyli fundatorzy spotkania oraz nie uargumentuje, że nie można było tych samych korzyści (o ile istniały) osiągnąć w inny, mniej kosztowny, sposób – np.  spotykając się w sali konferencyjnej ministerstwa przy kawie i ciastkach, potąd będę myślał o nim jak o przywołanym powyżej bankowcu, który próbował zaczerpnąć cichcem ze wspólnego worka, tyle, że został przyłapany na gorącym uczynku.  I niech pan minister nie chroni się w swoich  wyjaśnieniach za rzekomą poufnością spotkań, bo knajpa jest w mojej opinii ostatnim miejscem, w którym można organizować spotkania, ktorych treść powinna pozostać sekretem.

Wrzesień 28, 2006 Posted by | polityka | Dodaj komentarz

Begergate.

Ktoś jest zdziwiony tym co mieliśmy okazję usłyszeć? Że z naszych pieniędzy (czyt. pieniędzy podatników) spłacimy czyjeś długi? Że sekretarzem stanu może zostać nawet największy sejmowy idiota ( tu komplement pod adresem  Renatki od kurwików - bynajmniej nie ją miałem na myśli ), byleby zyskać jego głos? To już chyba nie dziwi nikogo. Jednak moim zdaniem kluczowa jest zupełnie inna rzecz, którą wszyscy zabierający dziś głos politycy dziwnie przemilczają. . Poniżej fragment rozmowy Renaty Beger z Adamem Lipińskim ( w tekście występują odpowiednio jako RB i AL.) 

 AL: Nie ma co pani tutaj okłamywać, ja bym to zrobił tak…z panią by się spotkał ktoś kto ma wiedzę na ten temat. Pani by powiedziała, o co chodzi, to znaczy on by przedstawił pani jak to się będzie toczyło, bo jeżeli coś jest… Ja się nie znam na tym, on pani powie i pani podejmie decyzję, jeżeli są jakieś sprawy one się toczą i mają taki przebieg, tego nie można w żaden sposób zatrzymać…
RB: Nie, można.
AL: Nie znam się na tym, jak pani chce, ja mogę się dowiedzieć, dobrze? I pani powiem.
(…)
RB: O klubie mówiliśmy, i stanowisku mówiliśmy, pierwsze miejsce na liście w moim okręgu.
AL: To jest okręg pilski?
RB: Pilski, tam był teraz pan poseł Kraczkowski.
AL: Rozumiem, dobrze, ja to sobie zanotuję.
RB: Tak, no i oczywiście praca dla moich ludzi, bo część ludzi w terenie ze mną przechodzi, wybory samorządowe, oni są już uwzględnieni na liście do sejmiku, dwa wysokie miejsca mnie interesują.
AL: Nie tak szybko (Adam Lipiński notuje – red.), sejmik wojewódzki?
RB: Tak.
AL: Jak ma to wyglądać?
RB: Dwa wysokie miejsca, z tego mogę dać jedno nazwisko Beger. To mówiłam, to mówiłam…
 

Cóż my tu mamy? Otóż raz na zawsze rozprawiamy się z fikcją, że idąc na wybory mamy szansę wpływać znacząco na ich wyniki. O tym kto znajdzie się na listach i jakie zajmie na nich miejsce decydują politycy. Może taki system sprawdza się gdzieś w świecie, ale nie w RP, gdzie nie obowiązują żadne standardy. W państwach, w których skompromitowany polityk musi zniknąć z życia publicznego istnieje jakaś niepisana gwarancja, że nie znajdzie się on ponownie na listach poważnych ugrupowań. Tymczasem u nas takiej gwarancji niestety nie ma. Tak więc to nie my dokonujemy wyboru i nie my mamy wpływ na to kto zostanie  wybrany – tak do samorządów jak i do parlamentu. Nie możemy wybierać tych których chcemy, a tylko tych, których umieszczą na listach partyjni bonzowie.

Chyba czas już powiedzieć dość. Czas na okręgi jednomandatowe. Nie chcę już wybierać pomiędzy kolegami Beger, Kaczyńskiego, Leppera, Tuska czy Olejniczaka.Albo zdobędziemy prawo wybierania tych, których rzeczywiście chcemy, albo w sejmie następnej kadencji zobaczymy zadowoloną twarz posła Lipińskiego, ktory w podzięce za lojalność i zaangażowanie dostanie pierwsze miejsce na którejś z list…

Wrzesień 27, 2006 Posted by | polityka | 7 komentarzy

Lepper dobry, Lepper zły.

Wygląda na to, że w końcu stanęliśmy przed ścianą. Konieczne są jakieś zmiany o ile chcemy wybrnąć z groteskowej sytuacji, w której ten sam człowiek może być jednego dnia skończoną kanalią, następnego zaś trzeba będzie obwołać go mężem stanu. Sytuacja w której na scenie politycznej zostaje cztery, pięć ugrupowań , a przy tym żadne z nich nie jest w stanie rządzić samodzielnie, prowadzi na manowce. Wszak, paradoksalnie, ugrupowania najbliższe sobie będą po każdych kolejnych wyborach coraz bardziej skonfliktowane, gdyż tylko wyjaskrawianie, prawdziwych lub urojonych na potrzeby kampanii, przeciwieństw będzie zapewniać im głosy, które mogłaby uzyskać ich bezpośrednia polityczna konkurencja. Tak więc w dzień po wyborach trzeba będzie przyznać, że różnice wcale nie są aż takie wielkie, albo tworzyć jakieś dziwaczne, poprzeczne koalicje lub rządy mniejszościowe. Istnieje oczywiście i czwarta możliwość – jest nią każdorazowe korzystanie z „usług” politycznych oportunistów w rodzaju Leppera czy Pawlaka. Dlatego skończą się pewnie barwne porównania. Nadejdzie kres gwałtownych ripost. Od tej pory o Lepperze dobrze, albo wcale.

Wrzesień 25, 2006 Posted by | polityka | Dodaj komentarz

Wybory, wybory…

Wybory, wybory… Andrzej Lepper po raz kolejny wraca do swojej cokolwiek już nudnej śpiewki: albo realizujemy program, albo wybory. Kaczyński również nie pozostaje mu dłużny mówiąc, że dłużej już tego nie zniesie i być może bez wyborów się nie obejdzie. Który to już miesiąc kręcimy się w tym chocholim tańcu?

O tym, że polityka jest  grą, przynajmniej w warstwie słów i obrazów, które dane nam są widzieć, wiemy dobrze. Przywykliśmy obserwować serwowane nam przedstawienia z dystansem. Niestety nie wszyscy. Kaczyński dobrze to odczytał i jako pierwszy pośród liczących się polityków ostatnich lat postanowił trochę odmienić istniejący stan rzeczy. Stojąc na scenie pośród innych pierwszoplanowych postaci wprowadził jednocześnie swoich aktorów między publikę. Kiedy nieświadomi tego manewru widzowie przyglądali się odgrywanym przed nimi rolom, nagle, na znak dany przez reżysera Kaczyńskiego, na widowni podniósł się tumult. Kilku rzekomych widzów wstało i podnosząc ręce w oskarżycielskim geście podniosło krzyk: układ, lumpenliberałowie, łżeelity, potomkowie dziadków z Wehrmachtu. Część widzów, tych którzy zorientowali się w czym rzecz, patrzyła na całe zamieszanie z widocznym zaskoczeniem. Inni zaś, ci którzy dali się zwieść, przyłączyli się do oskarżających.

Nieszczęśliwie, czego mam nadzieję Kaczyński nie przewidział – bo to jedyna rzecz, która go tłumaczy, owe oskarżenia przeniosły się po pewnym czasie z grających na scenie, także na tę część widowni, która stała w milczeniu. Wznoszący burzliwe okrzyki dawali upust swojemu niezadowoleniu z ostatnich lat. Upewnieni w swoich przekonaniach o czających się wokół zdrajcach znaleźli swojego przywódcę, a ten nie zamierzał bynajmniej wyprowadzać ich z błędu.Jak podczas każdej rewolucji, tak i tym razem podział objął prawie wszystkich. W takich czasach można być tylko rewolucjonistą albo wrogiem rewolucji. Dla obojętnych nie ma miejsca.

Pytanie tylko: co dalej?

Zapał rewolucyjny w publice nie gaśnie, zaś wydaje się, że sami rewolucjoniści mają już dość wojowania. Przyjmują w swoje szeregi ludzi innego obozu, którzy bynajmniej się swoich nie zaparli. Owszem, od czasu do czasu spadnie jeszcze jakaś wąsata głowa, ale poza tym częściej można spotkać rewolucjonistów z gaśnicami, aniżeli podkładających ogień. Zdarza się im jeszcze wrzasnąć ku chwale rewolty i odbyć na rynku posiedzenie trybunału doraźnego, ale to tylko gwoli podtrzymania  wizerunku. Aby nikt nie domyślił się, że rewolucjoniści zabrnęli ślepy zaułek.

Dla żądnych głów tysięcy, których apetyty tak rozpalali,  przestaną za chwilę być autorytetami. Zostaną uznani za zdrajców, albo za pokonanych przez ów układ przeciwko któremu rzekomo powstali. I choć rewolucjoniści pewnie znajdą dla siebie jakąś cichą przystań, to jednak echa rewolty, wszechobecny  podział na dobrych i złych, długo jeszcze będzie gościć w ludzkich sercach. Szczególnie ci, którzy z poczucia krzywdy poparli bunt, teraz, po dwakroć zdradzeni, długo jeszcze nosić będą w sobie tę zadrę. Przekonani o swojej słuszności. Bo w końcu mówił im o tym komisarz, mówił naczelnik…

Wrzesień 19, 2006 Posted by | dowolne, polityka | 1 komentarz

Benedetto…

-

- Jest mi bardzo przykro z powodu tego, jak przyjęto fragmenty mojego przemówienia z Ratyzbony – powiedział wczoraj Benedykt XVI podczas modlitwy Anioł Pański w Castel Gandolfo. Po zapoznaniu się  z treścią całej wypowiedzi Benedykta mam słodko-gorzkie wrażenia. Z jednej strony formalnie trudno jest coś zarzucić BXVI, z drugiej zaś trudno podejrzewać, że nie zdawał sobie sprawy z tego jak jego wypowiedź może zostać zinterpretowana. Niezależnie od słów papieża przez świat muzułmański przechodzi właśnie kolejna fala protestów. Prawdę powiedziawszy obawiałem się większej awantury, choć niczego jeszcze wykluczyć nie można – wszak po pamiętnych publikacjach karykatur gniew muzułmanów narastał przez kilka tygodni. Miejmy jednak nadzieję, że tym razem będzie inaczej i protesty ustaną, bo w przeciwnym wypadku sytuacja może stać się o wiele groźniejsza. O ile reakcję muzułmanów możemy sobie wyobrazić i raczej nie jest ona w stanie nas zaskoczyć – o tyle trudniej chyba przewidzieć reakcję chrześcijan. W sprawie karykatur świat zachodni stawał w obronie wolności wypowiedzi. Jesteśmy przywiązani do tego prawa i trudno byłoby nam z niego rezygnować, jednak gdyby przyszło oddać w jego obronie życie, to pewnie wielu z nas niechętnie ruszyłoby do boju. Co innego z wiarą. Dla ludzi wierzących jest to wartość przewyższająca wszystko co doczesne. Choć trudno doszukiwać się w Europie liczącego się ruchu radykalnych chrześcijan to jednak nie sposób wątpić w to, że taki może powstać w odpowiedzi na ataki skierowane przeciwko głowie kościoła katolickiego. Nie można również wykluczyć i tego, że takie ataki zradykalizują również tych, którzy do tej pory zajmowali bardziej ugodowe stanowisko. Odnoszę wrażenie, że chrześcijanie i tak od dłuższego czasu czują się zepchnięci do defensywy, a na pewno są pośród nich ludzie, którzy nie potrafią łatwo pogodzić się z taką sytuacją. Rażąca dysproporcja we wzajemnym traktowaniu się przez chrześcijan i muzułmanów jest w dłuższym okresie nie do utrzymania.  Dzisiejszy świat to system naczyń połączonych. Jeżeli w jednym miejscu wzbiera ciśnienie, to, prędzej czy później, znajdzie ono ujście w innym. Wydaje się, że powinniśmy już teraz przygotować się do tego procesu.Byłoby szaleństwem potępiać islam jako taki. Koran, mimo że epatuje się nas kontrowersyjnymi cytatami, można jednak interpretować różnie. Wyznawanie wiary Proroka nie stoi na przeszkodzie polskim muzułmanom w normalnym funkcjonowaniu w kolejnych RP. Każdemu terroryście powołującemu się na słowa Księgi aby podrzynać gardła niewinnym ludziom, możemy przeciwstawić człowieka prawego i uczciwego, który z tej samej Księgi czerpie mądrość kierującą  jego czynami. Tak więc nie w islamie i Koranie problem, a w ludziach, którzy manipulują religią w imię swoich własnych celów. Niestety nie znajdujemy dobrych sposobów, aby im to uniemożliwić. Dlatego w obronie naszej cywilizacji (w całej jej złożoności, z chrześcijanami, muzułmanami, niewierzącymi – a więc wszystkimi tymi, którzy od lat żyją tu w pokoju) powinniśmy być przygotowani do odparcia ofensywy islamistycznych wojowników, którzy interpretują Koran w sposób nakazującym im podrzynanie nam gardeł. Nie powinniśmy uniemożliwiać im bohaterskiej śmierci. Jeżeli chcą jak najszybciej dostać się do raju – powinniśmy być gotowi ułatwić im tę drogę

Wrzesień 18, 2006 Posted by | dowolne | Dodaj komentarz

Oriana Fallaci nie żyje.

No cóż – trudno mówić o zaskoczeniu. Ciekawe, kto teraz przejmie schedę po Włoszce? Kto znajdzie w sobie dość odwagi, by szturchać pachnących i wydepilowanych euroboysów? W czasach, gdy jedynym celem coraz większej rzeszy przedstawicieli płci męskiej na startym kontynencie jest święty spokój u boku miłego cherubina o niebieskich oczach trudno się przebić komuś mniej znaczącemu ze zdaniem jakie prezentowała Fallaci. Kilkadziesiąt lat dobrobytu stępiło uwagę Europejczyków i sprawiło, że dalej gotowi są wierzyć w utrzymanie status quo, nawet jeżeli rzeczywistość każdego dnia zdaje się temu zaprzeczać.
Dopóki wyznawcy Proroka będą stosowali odmienne standardy w ocenie naszego stylu życia w zależności od tego, czy przebywają między nami, czy w swoich rodzinnych stronach – tak długo będziemy zagrożeni. Niezależnie od tego czy powoduje nimi strach, czy, co gorsza, przekonanie o wyższości ich stylu życia.
Wolność jest towarem równie deficytowym jak ropa i gaz. Wolność jednego człowieka wyznacza granice wolności innego, a zawsze znajdą się jednostki i grupy, które będą dążyły do poszerzenia własnej sfery wolności naszym kosztem. Im prędzej się z tym pogodzimy i przestaniemy chować głowy w piasek – tym lepiej

Wrzesień 15, 2006 Posted by | wydarzenia | Dodaj komentarz

No to zaczynamy.

Wrzesień 15, 2006 Posted by | dowolne, spięcia w neuronach | 1 komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.